| ostatnia aktualizacja:, 2006 godz. :
|
| Śledztwo ws. znieważenia prezydenta |
|
Wszczęcie śledztwa w sprawie znieważenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez niemiecką gazetę „Die Tegeszeitung” poleciła w piątek warszawskiej prokuraturze okręgowej prokuratura apelacyjna.
http://www.prezydent.pl
|

Według prezydenta Lecha Kaczyńskiego, artykuł w „Die Tageszeitung” „przekracza wszystkie możliwe granice i narusza wszelkie normy” (fot. arch. www.tvp.pl)
|
|
Prokuraturze okręgowej przesłano już zawiadomienie Przemysława Gosiewskiego (PiS) o popełnieniu przestępstwa przez niemieckich dziennikarzy. Za znieważenie prezydenta RP grozi kara do trzech lat więzienia.
Chodzi o artykuł, który niemiecka gazeta opublikowała pod koniec czerwca. Autorem tekstu pt. „Młody polski kartofel. Złodziejaszkowie, którzy chcą zawładnąć światem” był Peter Köhler. Porównał w nim polskiego prezydenta do kartofla, szydził też z jego matki.
Artykuł Köhlera wywołał oburzenie prezydenta i polityków PiS. Według „Gazety Wyborczej” to właśnie ten tekst przyczynił się do odwołania przez Lecha Kaczyńskiego planowanego spotkania z kanclerz Niemiec i prezydentem Francji w ramach Trójkąta Weimarskiego. Prezydent zapewniał, że odwołanie jego udziału w spotkaniu było spowodowane „dość dotkliwą niedyspozycją” zdrowotną.
Były premier Kazimierz Marcinkiewicz nazwał artykuł „obrzydliwym”, zaś minister spraw zagranicznych Anna Fotyga przyrównała „Die Tageszeitung” do nazistowskiego czasopisma „Stuermer”. Przemysław Gosiewski wezwał nawet, by polskie władze wydały wobec niemieckiego satyryka europejski nakaz aresztowania.
W ocenie PiS, nigdy do tej pory w mediach – nawet gdy atakowany był dyktator Iraku Saddam Husajn, czy prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka – „nie mieliśmy do czynienia z atakiem o takiej skali”.
|
Tymczasem prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że polecenie wszczęcia śledztwa w tej sprawie to „kompromitacja na skalę europejską”, a postępowanie „jest z góry skazane na niepowodzenie”.
Hołda podkreślił również, że ta sprawa może być niebezpiecznym sygnałem dla polskich dziennikarzy, którzy mogą znaleźć się w podobnej sytuacji, jak ich niemieccy koledzy.
– Europejski Trybunał Praw Człowieka przez lata wypracował standard, że o osobie publicznej można mówić prawie wszystko, a ograniczenia w wypowiedzi mogą występować w przypadku osób prywatnych – podkreślił. Dodał, że są to zasady zapoczątkowane w Stanach Zjednoczonych, których widocznym dowodem była sytuacja byłego prezydenta USA Billa Clintona.
(PAP)
(Źródło: http://wiadomosci.tvp.pl)
|